Rywalizacja w Krakowskim Lasku Wolskim na XII edycji GPK.

Czym jest GPK?
Grand Prix Krakowa w biegach górskich – cykliczna impreza trailowa, która przyciąga do siebie liczne grono biegaczy. Zawody są organizowane przez Wojskowy Klub Sportowy (WKS) ,,Wawel” już po raz dwunasty. Startujący mają do wyboru takie dystanse jak: Przyjazna Trójka (3,7km), Tradycyjna Piątka (5,7km), Ambitna Jedenastka (11,6km), Harda Dwudziestka Trójka (23,2km) oraz Ultra GPK (35km). Poza tym odbywają się zawody dla dzieci na dwóch dystansach oraz rywalizacja Nordic Walking. Oprócz zwycięstwa w poszczególnych biegach na różnych dystansach, nagradzani są także najszybsi biegacze i biegaczki w kategoriach wiekowych, a na koniec liczona jest klasyfikacja generalna po wszystkich biegach (z czego uwzględniane są do niej cztery najlepsze wyniki zawodnika) OPEN oraz w kategoriach wiekowych.
Poprzednie starty
Pierwszy raz w pojedynczym biegu wystartowałem w 2020 roku w ramach rywalizacji GPS (masowe starty były odwołane z powodu Pandemii COVID) razem z dwiema przyjaciółkami, które mnie namówiły do wzięcia udziału. Nie znałem tej imprezy przed całym lockdown’em, więc nie wiedziałem jak duże generalnie jest to wydarzenie, ale nie miałem daleko do Lasu Wolskiego, a fajny trening crossowy w towarzystwie był mile spędzonym czasem.
I tak właśnie od tamtej pory zacząłem pojawiać się na linii startu GPK:
Sezon 2020/2021 – pięć startów w formule GPS;
Sezon 2021/2022 – cztery starty (poza styczniem);
Sezon 2022/2023 – dwa starty: w styczniu i lutym.



Najnowsze wyniki bieżącej rywalizacji można znaleźć pod tym linkiem – WYNIKI
Start I – Wielkie Otwarcie – 05.11.2023r.
Czas: 00:57:30
Wyniki oficjalne rundy:
22/291 OPEN
22/213 Mężczyźni (+84.21 pkt.)
5/22 M20 (+92.24 pkt.)
Pierwsza runda to sprawdzian górskiej formy po Maratonie Warszawskim i ocena wydolności w bieganiu w terenie. Jeszcze nie do końca wróciłem na odpowiednie tory i dało mi się to we znaki, zwłaszcza na podbiegach, pod kątem których nie przerobiłem za wiele jednostek treningowych. W tym dniu pogoda była ponoć wyjątkowo ,,dla koneserów trailu”. Od rana siąpił deszcz, oferując dużo błota, a dzieła zniszczenia dopełnili biegacze startujący wcześniej na innych dystansach. Po zawodach słychać było wiele komentarzy w stylu ,,takich warunków nie pamiętam od X lat na GPK”.
Już przed startem czułem się lekko ,,struty”. W pełni sił poczułem się dopiero za połową trasy – do tego momentu biegłem na jakieś 70-80% z myślą o oszczędzaniu się na potem. Maratońskie przygotowanie zaowocowało bardzo dobrą wydolnością tlenową i szybkością na płaskich odcinkach i zbiegach. Niestety zabrakło jednak siły na podbiegach. W rezultacie wyprzedzałem i zyskiwałem na płaskim i w dół, a traciłem w górę. Wspomniane deszczowo-błotniste warunki nie przeszkadzały mi za bardzo – lubię biegać w takiej taplaninie. Zbiegi wymagały tutaj bardzo dużej uwagi i stabilności, a niekiedy i odwagi aby je przebiec szybciej z bardziej pochyloną sylwetką niż zachowawczo cofać się tułowiem w tył.
Ostatecznie wylądowałem na początku trzeciej dziesiątki zawodników na mecie – było to trochę poniżej moich własnych oczekiwań, ale wiem też z czego to wynikało i co muszę poprawić. Dało mi to finalnie 92.24 pkt w kategorii M20 i 84.21 pkt w rywalizacji Open mężczyzn, co jest fajnym wynikiem na rozpoczęcie tego cyklu i daje nadzieję na progres.
Podsumowując: problemy z dietą już na początku wpłynęły na moje wyścigowe tempo, a moje założenia co do wyniku były zbyt optymistyczne względem realiów – wiem przynajmniej co muszę poprawić następnym razem.

Start II – Bieg Mikołajkowy – 03.12.2023r.
Czas: DNS
Wyniki oficjalne rundy:
DNS
Druga runda rywalizacji w Lesie Wolskim nie dla mnie. Niestety nie udało mi się wystartować w ten weekend z powodu krótkotrwałych problemów zdrowotnych… Wracam do treningów i myślę o styczniowej rywalizacji!
Start III – Bieg Noworoczny – 07.01.2024r.
Czas: 00:57:13
Wyniki oficjalne rundy:
22/280 OPEN
21/205 Mężczyźni (+87.72 pkt.)
5/18 M20 (+91.49 pkt.)
Trzecia runda biegów w Lesie Wolskim była tym, na co mocno liczyłem – i się nie zawiodłem. Lepsze przygotowanie przed samym startem pozwoliło na uruchomienie wyższych obrotów już od samego początku zawodów, bez oszczędzania się z powodu problemów żołądkowych. Aby ,,cisnąć, ile fabryka dała” i nie pozwolić sobie na zwolnienie tempa, założyłem na zawody krótkie spodenki przy takiej temperaturze – aby się rozgrzać, był jeden sposób – po prostu, biec szybciej.
W przeddzień zawodów pojawiły się opady śniegu w Krakowie, czego efekty widać chociażby na poniższym zdjęciu Michała Loski, które stało się tym samym moją ulubioną biegową fotografią ever. Przeczuwałem ciężkie warunki do ścigania – sporo opadu, temperatura około -3°C i setki biegaczy przed moim startem mogły zwiastować ostre, mokre błoto, utrudniające robotę zwłaszcza na stromych i szybkich zbiegach. Pokrywa śniegu z błotem jednak była dobrze zmrożona, w rezultacie czego ja sam doświadczałem przyjemnego biegania, zwłaszcza porównując je do deszczowej rundy listopadowej.
Choć rezultat czasowy jest tylko o 17 sekund lepszy niż ostatnio a pozycja OPEN ta sama, to całościowo ten występ uważam za dużo lepszy pod względem samego odczucia i czerpania przyjemności z wykonanej roboty. Czułem się pewniej i mocniej, mogąc wykorzystywać całą dostępną siłę. Na podbiegach nadal traciłem czas, ale tym razem mocne tempo na płaskich odcinkach i zbiegach pozwoliło mi utrzymać rywali, lubujących się w przewyższeniach, za sobą. Zdobyłem 91.49 pkt w kategorii M20 i 87.72 pkt w rywalizacji Open mężczyzn.
Podsumowując: obyło się bez problemów w fazie przygotowania i startu, warunki były dla mnie korzystne, czułem różne mocne emocje w trakcie biegu a wywalczony czas i zaliczka punktowa w klasyfikacjach mnie satysfakcjonują.

Start IV – Bieg Karnawałowy – 04.02.2024r.
Czas: 00:58:38
Wyniki oficjalne rundy:
24/273 OPEN
22/198 Mężczyźni (+84.93 pkt.)
4/13 M20 (+84.93 pkt.)
Czwarta runda to ten etap, gdzie niektórzy przypieczętowują swoją wygraną na danym dystansie i kategorii, a inni sprawdzają ile punktów muszą jeszcze nadrobić za miesiąc. Tym razem po weekendowym działaniu podczas X-Run w Beskidzie Wyspowym złapałem przeziębienie, które zażegnałem dopiero w piątek przed GPK, co niestety przełożyło się na dyspozycję startową. Wyjątkowo podczas zawodów pogoda dopisała biegaczom, oferując nieco słońca i przyjemną temperaturę, ale dla równowagi także sporą dawkę podeszczowego błota – zwłaszcza na zbiegach.
Przez to, że przyjechałem bez auta tego dnia miałem sporo czasu na rozgrzewkę i zobaczenie biegaczy z krótszych dystansów, a nawet odwiedzenie (pierwszy raz) biura zawodów w pobliskiej szkole, gdzie można oddać depozyt i się przebrać. Przed godziną 11:00 zająłem całkiem dobre miejsce w szeregu startujących, po czym musiałem walczyć o jego utrzymanie pod górę aż do zbiegu za Aleją Żubrową – tam to ja miałem przewagę – i jak się okazało, praktycznie tylko tam. Zbieg za Polaną Lea do mostka to na początku dwie szybkie szykany, lekki łuk i długa prosta w dół – tam niczym kolarski sprinter uciekłem od peletonu za mną, ale wypracowany czas zaczął topnieć przy najbliższym podbiegu i odcinku do klasztoru. Tam musiałem uznawać wyższość rywali, a na wypłaszczeniu pod klasztorem Kamedułów zaspałem z tempem i nie odrobiłem straty do przodu. Druga połowa minęła już dosyć stabilnie, w sporym rozrzedzeniu zawodników między sobą już praktycznie aż do mety. Ostatni podbieg nadal należy do tych, które najbardziej przeklinam. Po zakończeniu własnej mordęgi, na szczycie wspomnianego podbiegu na przekór temu co powiedziałem przed chwilą, razem z kolegą redaktorem z KingRunner’a Ultra stworzyliśmy strefę kibica z dzwonkami, zagrzewając do ostatniego zrywu wysiłku nadbiegających finisherów.
Po sprawdzeniu tabeli z wynikami po czterech biegach widać już prawie finalne lokaty w kategoriach – ja najbardziej zerkam w stronę kat. M20, gdzie obecnie znajduję się na piątym miejscu – jako pierwsza osoba z trzema startami, gdzie pozostali mają zliczony dorobek z czterech biegów. Tylko pierwszy zawodnik pokonuje mnie bezpośrednio w każdym z biegów, a między mną a dwoma chłopakami z tyłu w tabeli jest niecały jeden punkt różnicy! Wniosek: dwóch z nas, którzy pobiegną lepiej w marcu, może skończyć w TOP3. Jest motywacja do działania!
Podsumowując: wynik czasowy i punktowy nie za bardzo mnie cieszą, bo mimo przebytego przeziębienia mogłem wykrzesać z siebie więcej, natomiast niewielka różnica w kategorii M20 i możliwość zakończenia cyklu w TOP3 daje mi największy zastrzyk motywacji od próby złamania bariery 3h w maratonie we wrześniu.

Start V – Wielki Finał – 03.03.2024r.
Czas: 00:55:10
Wyniki oficjalne rundy:
28/289 OPEN (M+K)
26/210 Mężczyźni (+82.71 pkt.)
5/21 M20 (+82.71 pkt.)
Piąta runda Grand Prix to ostateczne wyrównanie rachunków z trasą w Lesie Wolskim i starania o jak najlepszy urobek punktowy. Miniony miesiąc był chyba najlepszy pod względem przygotowań treningowych w ostatnim czasie, dlatego pokładałem w nim spore zaufanie. Przedstartowy tydzień minął mi dobrze i płynnie, więc tym razem obyło się bez niechcianych niespodzianek. Pogoda i warunki na trasie sprzyjały do bicia życiówek i rekordów na danych dystansach – co też jak się okazało – miało miejsce przy tak słonecznej i ciepłej aurze.
Początek był dla mnie udany, jednak czołówka szybko się oddaliła a nitka biegaczy przede mną – rozciągnęła. Tego dnia do Lasu Wolskiego przyjechało jeszcze więcej dobrych zawodników, więc choć mój czas się finalnie poprawił, to luka czasowa między moją pozycją a liderem się zwiększyła. Do podbiegów za Polaną Lea i mostkiem było dobrze, jednak już pod górę znowu zacząłem tracić czas i pozycję. Miałem w pamięci zawodników, z którymi rywalizowałem o trzecie miejsce w kategorii M20 – jeden z nich wyprzedził mnie jeszcze w okolicach ZOO, drugi natomiast za Klasztorem. Parłem z całych sił, jednak nie byłem w stanie utrzymać się za nimi, co zachwiało moją mentalną pewność siebie. W pewnym momencie przeszła mi nawet myśl o zejściu z trasy z wyczerpania i zmęczenia, jednak nie odpuściłem i pobiegłem na tyle mocno, na ile było mnie jeszcze stać. Po minięciu linii mety miałem w głowie to, że właśnie mogłem się minąć z miejscem na podium o te kilka sekund, zamienionymi później na punkty. Niecierpliwie czekałem więc na zaktualizowane wyniki online zawodów…
Podsumowując: sam bieg w tak korzystnych warunkach powinien tylko i wyłącznie cieszyć – jednak zmęczył mnie niesamowicie, co potwierdza moją hipotezę, że im gorsze warunki, tym lepiej ja się czuję i bawię bieganiem. Wyżyłowana rywalizacja i presja wyniku mocno odbiła się na moim odczuciu tego startu i całkowicie pochłonęła głowę – jest to jednak bardzo cenna lekcją, którą wynoszę z tych zmagań. Bardzo cieszy nowy PB na tej trasie, jednak zerkając w stronę innych zawodników widać, że poziom cały czas rośnie i trzeba mi brać się jeszcze mocniej do pracy nad sobą.

Tego dnia na moim starcie wspierali mnie Jegor i Kamil – po skończonym wysiłku, byłem daleki od radości, zaprzątając sobie głowę rywalizacją z innymi, a zapominając o poprawie własnego wyniku i braku uszczerbków na zdrowiu. Dekoracja miała odbyć się w szkole podstawowej przy ulicy Modrzewiowej, gdzie swoją bazę na czas Rund GPK rozkładał Organizator. Zanim to jednak nastąpiło, zostały nam do dyspozycji jeszcze dwie godziny. W oczekiwaniu na wyniki, udaliśmy się na ciepły posiłek do włoskiej restauracji obok Parku Decjusza. Kiedy zajadałem się makaronem, przyszła wiadomość SMS z oficjalnymi czasami i punktacją w klasyfikacjach. Gdy zauważyłem swoje nazwisko na trzeciej pozycji, poczułem uchodzące ze mnie ciśnienie i odprężenie, że jednak się udało zrealizować swój egoistyczny cel. Jak się okazało, jeden z wyprzedzających mnie chłopaków był liderem w kategorii, do którego miałem za dużą stratę, a tylko z drugim prowadziłem bezpośrednią rywalizację, tak więc moją głową zawładną ,,overthinking”.
Pogoda była iście wiosenna, więc ceremonie odbyły się na zewnętrznym boisku przed budynkiem, gdzie nagradzani byli zwycięzcy dzisiejszego biegu oraz TOP3 każdego dystansu OPEN i w kategoriach wiekowych – tak liczne nagradzanie uczestników zajęło trochę czasu, ale doczekałem się i ja swojego zdjęcia z podium w grupie M20 na Ambitnej Jedenastce. Nagradzani byli także najstarsi startujący biegacze, klasyfikacja drużyn i rekordziści tras. Całość przebiegała w miłej, towarzyskiej atmosferze – przez cały czas cyklu największe emocje budziła chyba rywalizacja między zespołami, które w sieci na stronie FB GPK prowadziły istną ,,wojnę na memy”. Tak więc odebrawszy medal za całą serię i nagrody za podium w kategorii wiekowej, zakończyłem sezon zimowych startów i robię sobie krótką przerwę.

Podsumowanie cyklu
Poszczególne czasy: 00:57:30 / – – – / 00:57:13 / 00:58:38 / 00:55:10
Klasyfikacja końcowa
18/342 OPEN M
3/31 M20
Las Wolski to miejsce, gdzie zdarza mi się parę razu w miesiącu trenować, tutaj też w roku 2020 stawiałem jedne z pierwszych kroków w biegach terenowych, a jednak lubię tu wracać na dobrze znane mi ścieżki. Początek cyklu nie należał do najlepszych, jednak jego druga część była lepsza jakościowo. Bardzo się cieszę, że udało mi się zakończyć ten sezon GPK drugim biegowym podium, choć można by powiedzieć, że to tylko trzecie miejsce w kategorii wiekowej, to jednak jest to miła satysfakcja za cały ten wysiłek i systematyczność z ostatnich pięciu miesięcy. Formuła tego biegu jest inna niż większości zawodów, gdzie trzeba odpowiednio wstrzelić się z formą – tutaj liczy się wszechstronność umiejętności biegania zarówno w warunkach suchych, jak i deszczu, błocie czy deszczu, a na koniec czas jest przeliczany na punkty, co też ma swoje dobre i słabe strony.
Ta rywalizacja pokazała nauczyła mnie też kilku rzeczy. Po pierwsze, utwierdziła mnie w kontekście wiedzy na temat swoich mocnych i słabych stron – wiem gdzie muszę włożyć największy wysiłek aby poprawić całość. Po drugie, nawet na takim bliskim, wręcz ,,domowym” biegu istotną rolę odgrywa logistyka i przedstartowa rutyna, nie tylko na wielkich wyjazdowych imprezach. Po trzecie – głowa – pokazało mi to jak ważne jest jednak mentalne przygotowanie, że ,,podpalanie się” i parcie na wynik nie zawsze są dobrym rozwiązaniem, a raczej trzeba skupić się na obserwowaniu własnego progresu i zachodzących zmian.
Na koniec chciałem podziękować i pozdrowić znajomych, którzy przyczynili się do tego, że ta edycja była tak udana: Maciejowi i Oli z ekipy KingRunner Ultra za wspólne bieganie, spotkania i rywalizację na GPK, Jegorowi i Kamilowi za towarzystwo podczas piątej rundy zawodów i wspólne oczekiwanie na dekorację, ekipie PolarSport za motywację i wskazówki treningowe oraz trenerowi Jarkowi za całokształt przygotowań.


